Jeżeli ktoś przez to przebrnie jakimś cudem proszę o kontakt i wyślę dyplom tudzież list gratulacyjny. 
Ten rok szczególnie wywarł na mnie poniekąd wymóg wytoczenia dalekich obserwacji czyli życiowej pasji albo sposobu na życie – jako oręża pośredniego w walce z  otaczającym nas światem pełnym wszelkich wątpliwości, braku poszanowania, braku czasu i opcjonalności. Świata gdzie jeśli nie przekroczysz 200 % normy stajesz się nikim i jednostką, którą tylko warto wspomnieć bo może tak wypada od czasu do czasu.

Zaczęło się bardzo niewinnie. Po pierwszym bagażu doświadczeń z Panonią, już po strzałach przez Adriatyk przyszedł był w grudniu klin wyżowy, który zmusił zacne gremium DO do wizyty przed wschodem na Tarnicy. Vladeasy oczywiście nie było ale zza rubieży Krasnej dał się już z podejścia pod kopułę szczytową Tarnicy zauważyć mały szkopułek – taki skromny i niewinny miraż, który w zmieniającej się refrakcji tańcował na trybie live view jakby mu piórko wsadzić i zachęcał do fotografowania. Był to szczyt Varful Pietrosul Rodnei oddalony od Tarnicy o 216 km. Nota bene szczyt refrakcyjny, którego w normalnych warunkach nie widać

Dziwny to szczyt prawda? Działający na wyobraźnię obserwatora i mogący niejednego przyprawić o zawrót głowy. Ale nie ważne. Natomiast co by było gdyby byłby widoczny z Tatr – mielibyśmy wtedy podróż w Alpy Rodniańskie i to dalej niż w Alpy prawdziwe – brzmi absurdalnie, abstrakcyjnie- otóż nic mylnego. 
Cuda refrakcyjne zdarzają się dosyć często a przeszkoda terenowa czyli grzbiet góry Frasyn w Ukrainie znajduje się na tyle daleko od Łomnicy, że w korzystnych warunkach i składowej refrakcji na dystansie 372 km o wartości współczynnika 0.26-0,27 staje się on widoczny. 
Nadmienić należy iż autorzy twierdzeń o bieszczadzkiej turystyce krajoznawczej w rejonie BdPN i ciepłych pokojach Krępaka widywali ongiś w Najjaśniejszej RP refrakcje rzędu 0,7 i większe więc dlaczego się nie pokusić o takie zdjęcie?

 

Mnogość azymutalna Łomnicy na której zjadłem zęby wymusza poniekąd wybiórcze traktowanie azymutów i ostatni mój pobyt na niej był ukierunkowany głównie na Popa Ivana, Pietrosula i Curcubatę, ale dał też odsłonę pewnych spraw nie do końca fajnych – szczególnie droga powrotna do domu i rozmowy kuluarowe werbalne. Stąd tytuł tego artykułu. 

Dzięki zachmurzeniu w Górach Bihorskich Curcubaty nie było co widać na zdjęciach Vladeasy – dlatego gra toczy się dalej ale tym razem bez spowiedzi 🙂

Prawda pierwsza – najboleśniejsza jak dla mnie. Wyobraźcie sobie, że człowiek daje z siebie wszystko, jest wierny własnym wartościom chce ażeby był porządek w najważniejszych aspektach życia i dostaje po dupie od najbliższych i to kilkakrotnie. Na prawdę dwudniowa samotność na wysokości 2634 m sprzyja refleksjom o sens dawania z siebie tego co najcenniejsze dla innych- swojego doświadczenia swojego czasu, kosztem swojej rodziny i pracy – a za to ma się tylko przysłowiowy opierdol w chwilach niedyspozycji bądź podczas zwrócenia uwagi – co takie modne jest w obecnym młodym konsumpcyjnym pokoleniu Z. 

Dlatego pierwsza prawda ze skał Łomnicy to dbaj o to co najcenniejsze – przede wszystkim o własne wartości i najbliższe osoby – gdyż reszta żyje dla ciebie bo ma interes – nic więcej – i tutaj szczególnie pozdrawiam POKOLENIE Z, które zapewne nie będzie nawet zielonego pojęcia miało o czym ten artykuł jest ale mniejsza o to – aplikacji z długiej rury nie będzie! 

Pojęcia o tym iż – żeby zobaczyć Piterosula potrzebna jest już potężna refrakcja.

Przedstawiają to poniższe profile wygenerowane w witrynie Hywhatsthat

Na wykresie widać wyraźnie, że droga światła z uwagi na krzywiznę Ziemi i przeszkody terenowe rozbija się w standardowych warunkach o grzbiet Frasyna oddalonego od Łomnicy bagatela 240 km +. jednakże w sprzyjających warunkach i takim rozkładzie pionowym termiki fala świetlna ulega ugięciu i obraz trafia do obserwatora.

Prawda druga – nie ufaj nikomu kogo nie znasz na tyle dobrze aby tworzyć z tą osobą jakąkolwiek relację bo się przejedziesz. Tutaj przejechałem się na lepszym optycznie sprzęcie, którym kosiłem horyzont od lewa do prawa na Łoomnicy uważając że obserwacja Pietrosa się  nie powiodła. Dopiero poczciwy backstage 77d zarejestrował to co miał zrobić (do którego podchodziłem co minutę i naciskałem wężyk).

Oto efekty – Varful Pietrosul Rodnei 372 km z Łomnicy.

Gutai – część ukraińska i azymut Pietrosula
Opis szczytów – wyraźnie widać zniekształconą piramidkę Pierosula wystającą zza Frasyna
Crop porzedniego kadru.

Dla porównania dynamizm zmian refrakcji i wcześniejsze fotografie gdzie zaczęło dźwigać w górę Pietrosa 

Zaś tutaj analiza porównawcza dwóch zdjęć z różnych czasów wykonana przez kolegę Krzysztofa:

Analiza porównawcza – K.Starsburger
Analiza azymutów i wysokości kątowych na podstawie danych radiosondażowych – K. Strasburger
Symulacja dla k=0,27

Prawda trzecia – i to by było z mojej strony na tyle.

Od tego momentu ta strona i materiały w niej zawarte stanowią rzecz iście kolekcjonerską. Tylko i wyłącznie ten artykuł można zobaczyć na wyraźną prośbę redakcji portalu dalekieobserwacje.eu u nich na stronie i nic więcej.

Wyjaśniam dlaczego.  Współtworząc portal dalekie obserwacje i facebookową grupę przez dobrych parę lat moje obserwacje, moje zasady, spostrzeżenia, uwagi – dotyczące paradygmatów DO stały się pośmiewiskiem w kuluarach i nie tylko zarówno w Polsce jak i na Słowacji – tylko dlatego że sztywno umiałem trzymać się reguł i piętnować absurdy typu płaska ziemia, obserwacje z drona czy z samolotu będąc w tym tak naprawdę sam i w ciągłym ogniu krytyki. Ponadto mój dorobek nie wzbudzał zbytniego zainteresowania ani środowiska ani mediów z tego względu, że nie mam parcia na szkło. 

Obowiązki codziennego życia były czasem zepchnięte na plan dalszy kosztem społeczności, którą razem z chłopakami współtworzyłem -niestety to mnie po tylu latach przerosło. 

Dlatego postanowiłem zostać tylko tutaj w swoim zakątku gdzie mogę bez presji otoczenia pisać co chcę i kiedy chcę. Nie jestem w stanie dłużej narzucać środowisku, które tak bardzo się rozrosło zasad –  bo się po prostu tego nie nadaję a chcę zadbać przede wszystkim o swoje własne zdrowie i zęby które na całej tej dalekoobserwacyjnej otoczce zjadłem. 

Kolejna rzecz, która niszczy takie środowisko to sieć – brak rozmowy tylko puste pisanie, hejt, dywagacje, ciągłe domyślanie się o co chodzi drugiemu człowieku – niszczy to kochani wszelakie ludzkie relacje i nie mam zamiaru w tym uczestniczyć. Wszystko to było piękne na początku – fascynacja nowe znajomości, nowe doświadczenia, chęć niesienia pomocy, czasem prowadzenie za rękę w tym trudnym sporcie niemalże od początku -przez ten szmat czasu stały się przekleństwem. 

Dlatego chcę by ten wpis był swojego rodzaju testamentem mojej działalności publicznej w kręgach DO.

Bardzo dziękuję Pawłowi Rzucidło, który ten sport we mnie zaszczepił i dużo nauczył. Dziękuję kolegom z którymi współtworzyłem grupę – Maćkowi, Piotrkowi, Radkowi, Bartkowi, Sławkowi, Arturowi, Kasi a przede wszystkim Kamilowi – gdyż wspólna pasja zaowocowała naszą przyjaźnią. Bardzo dziękuję Mateuszowi i Andrzejowi z redakcji za zaproszenie do wspólnej pracy i ponownie Bartkowi za współpracę – działajcie panowie i rozwijajcie dzielnie ten sport.

Dziękuję również Krzyśkowi, Sławkowi i Daliborovi  za pomoc merytoryczną.

Dziękuję Adrianowi za nieustanny doping – jesteś wielki Synek 🙂

Na koniec składam również podziękowania za wspólne wyjazdy i obserwacje na ręce Natana – trzymaj się dzielnie chłopie…  a także pomimo różnic i podziałów dziękuję Pawłowi z portalu dalekiewidoki.pl, Mariuszowi i Łukaszowi za całokształt ich pracy i życzę powodzenia w dalszym boju ku chwale DO. 

Każdego kogo skrzywdziły moje słowa, mój dorobek, moje zasady, mój cięty język przepraszam, ale niestety o swoje racje nie umiem walczyć inaczej.  Apeluję tylko – budujcie społeczność a nie podziały tak jak to ostatnio jest w tym kraju modne.

Do zobaczenia na miejscówkach lub górskim szlaku……. Michał Skiba

 

cdn….ale tylko tutaj….

 

 

 

17 odpowiedzi na “Trzy prawdy z Krępaka”

  1. Który to raz? Wbrew pozorom, może czwarty albo piąty w ciągu prawie 10 lat, więc żaden tam pospolity widok. Mnie nigdy się nie nudzi.

  2. Dla mnie Pietrosul z Tarnicy był za pierwszym razem źródłem większego zaskoczenia, niż Vladeasa. Choć jest wyższy i leży bliżej, to „za siedmioma górami”, a nie – szczęśliwie – za obniżeniem terenu wzdłuż linii widzenia. Dlatego za każdym razem budzi zachwyt.

  3. Przebrnąłem – czekam na list 😀 Zrobiłeś z Pietrosula wulkan – aż przydałby się zoom !

  4. Szkoda… Może po prostu nie warto brać do siebie komentarzy i robić dalej robotę? Kiedyś mi pomogłeś, jak było jeszcze ciszej i dopiero raczkowalem w temacie i byłem jednym z wielu z głupimi pytaniami…

        1. Młodzieniec, który 27 grudnia 2024 przyszedł na Kalenicę na wschód Słońca, też miał na imię Mateusz. Przypadkowa zbieżność?

  5. Wielka szkoda, że aż tak się wycofujesz. Moim skromnym zdaniem jesteś z nas najlepszy i mógłbyś osiągnięcia na niwie dalekich obserwacji posumować po łacinie jak cytuję poniżej.
    Exegi monumentum aere perennius regalique situ pyramidum altius…
    Mało kto wykazałby się taką determinacją, żeby lecieć specjalnie na obserwacje do Włoch, albo budować kontakty, które w dłuższej perspektywie pozwolą spędzić noc – i to niejedną – na niedostępnej finansowo Łomnicy, żeby zarejestrować niezwykłe wschody Słońca. Naprawdę nie zdziwiłbym się, gdybyś kiedyś z niej wrócił z Retezatem.
    Skoro jednak tak zdecydowałeś, to dziękuję Ci za dostarczone pozytywne emocje i możliwość pracy z uwiecznionymi obserwacjami, które sam niegdyś uważałem za niemożliwe do realizacji wytwory fantazji (no, przynajmniej jedną). Wreszcie za ożywienie strony dalekieobserwacje.eu, gdy wydawało się, że czeka ją już tylko powolny uwiąd, a potem redagowanie przez kilka lat. Pod apelem o budowanie społeczności, a nie podziałów, mogę się tylko podpisać.

    1. Wrrr… *podsumować! Gdybyś kiedyś jeszcze potrzebował, jak to nazwałeś, pomocy merytorycznej, to się nie wahaj.

    2. Krzyśku obserwacje robiłem i będę robił bo tym żyję tylko bez tej całej otoczki. Nie zaginą będą tutaj gdzie zapraszam serdecznie. Co do determinacji kolejny logistyczny szlak jest otwarty i mam nadzieję że dasz się zaprosić. Szczegóły prywatnie😎

  6. Panie Michale, przebrnęłam przez cały artykuł z zapartym tchem i dyplomu nie trzeba – te niesamowite zdjęcia i Pana słowa są nagrodą samą w sobie. Uchwycenie Pietrosula z Łomnicy na dystansie 372 km przy współczynniku refrakcji rzędu 0,27 to jest po prostu fotograficzny i fizyczny kosmos! Niezwykle poruszyły mnie Pana osobiste refleksje o cenie, jaką płaci się za bezkompromisową wierność swoim wartościom. Decyzja o odcięciu się od kuluarowego jadu i powrocie na „własne podwórko” to wyraz ogromnej dojrzałości – zdrowie, rodzina i czysta, nieskażona hejtem radość z łapania horyzontów są najważniejsze. Mamy środek upalnego lipca, czas idealnej przejrzystości powietrza, więc życzę Panu niesamowitych warunków na tych nowych, logistycznych szlakach. Sama jako zorganizowana dziewczyna, która uwielbia górskie wędrówki i fotografię, sprzęt i optykę kompletuję wyłącznie online. Przed zakupami w sieci moim stałym nawykiem jest wpadanie na portal ekupony.pl – regularnie można tam znaleźć świetny ekupon rabatowy lub kody zniżkowe na elektronikę i akcesoria outdoorowe, co pozwala sprytnie zadbać o portfel przed kolejną wyprawą. Dobrze, że Pan zostaje na swoim blogu. Robi Pan genialną robotę dla prawdziwej nauki i pasji! 🌸🏔️

    1. Dziękuję za te słowa. Bycie wiernym własnym przekonaniom bez kompromisu pokazuje i weryfikuje ludzi wokół i tak tez sie stało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *